sobota, 7 grudnia 2013

"Ostatni testament"

Tytuł: "Ostatni testament" 
Autorzy: James Frey 
Wydawnictwo: Burda 
Ilość stron: 456    
Ocena: 8/10    
Cena: 34,90  

          Ludzie na całym świecie od tysięcy lat wyczekują na nadejście Mesjasza, studiują święte księgi, odprawiają obrzędy religijne i wznoszą modły do Boga. Zajmują się rzeczami wielkimi i wzniosłymi, zapominając o tych całkiem przyziemnych i nie zwracają uwagi na zwykłego, prostego, szarego człowieka. Jednym z takich ludzi był Ben Zion Avrohom- mieszkaniec Bronxu pracujący za niewielkie pieniądze jako stróż na budowie, osoba z tajemniczą przeszłością i bagażem doświadczeń, samotnik bez rodziny spędzający swój wolny czas z grą video lub w barze z prostytutkami. Jego życie nie było usiane różami. Już w dzieciństwie został znienawidzony przez swojego ojca i brata, którzy nie potrafili poradzić sobie z jego odmiennością. Przełom w życiu Bena nastąpił w momencie tragicznego wypadku jaki zdarzył się na placu budowy, gdzie pełnił akurat swoją wachtę w stróżówce. Z dużej wysokości w niewyjaśniony sposób spadła na niego ogromna szklana szyba, powodując ogromne obrażenia, których żaden normalny człowiek nie byłby w stanie przeżyć… żaden normalny człowiek, ale Ben z pewnością do takich nie należał. Gdy leżał w szpitalu przemówił do niego Bóg i pokazał mu świat jakiego dotąd nie znał. Świat stojący u progu apokalipsy… Stwórca nie pozostawił jednak ludzkości samej, dał jej Bena- Mesjasza.

„Życie, nie śmierć, jest wielką tajemnicą, z którą musisz się zmierzyć.”

         Książka szokuje, zaskakuje, wywołuje wiele sprzecznych emocji. Sprawia, że nabieramy całkowicie innego spojrzenia na otaczający nas świat i naszą wiarę. Wciąga już od pierwszych stron i hipnotyzuje swoją odmiennością.  Daje nam wiele powodów do przemyśleń i jednocześnie zatapia w swojej owianej tajemniczością aurze.
         Moje początkowe podejście do tej powieści było bardzo sceptyczne i dość dużo czasu minęło zanim zabrałem się z pełnym przekonaniem za lekturę „Ostatniego testamentu”. Pierwszym zaskoczeniem był fakt, że w książce wszystkie wypowiedzi Bena zostały napisane kolorem czerwonym. Taki mały szczegół, a jednak ma znaczenie. Drugim natomiast nazwy rozdziałów, ponieważ każdy kolejny zatytułowany był imieniem innej osoby. Autor stworzył powieść w ten sposób, że poszczególne jej części opisywały życie współczesnego Mesjasza z perspektywy wielu różnych postaci, które ten spotykał na swojej życiowej drodze. Już sam fakt tych rzeczy zmotywował mnie do zagłębienia się w „Ostatnim testamencie”.
         Książkę tę czyta się lekko i szybko. Język jakim posługuje się Frey nie męczy czytelnika, a jedynie zachęca do pochłaniania kolejnych rozdziałów dzieła. Akcja momentami może wydawać się dość mało dynamiczna, ale nie możemy zapominać, że „Ostatni testament” to nie horror ani sensacja tylko powieść obyczajowa ukazująca życie niezwykłego człowieka. Przechodząc przez poszczególne strony dzieła Freya poznajemy całą gamę bohaterów. Każdy z nich jest inny i jedyny w swoim rodzaju. Niektórych zapewne znienawidzicie już po waszym pierwszym spotkaniu, inni natomiast was zachwycą i sprawią, że obdarzycie ich głębokim uczuciem, a jeszcze inni nie pozostawią w waszej duszy żadnego śladu swojej obecności.
         Jeśli macie ochotę na dobrą książkę, której tematyka odbiega od tych które zwykle czytacie to sięgnijcie po „Ostatni testament”. Powieść ta zmieni wasz sposób myślenia. Zrani. Przerazi. Rozwścieczy. Dotknie i otworzy oczy.

„W prawdziwej miłości chodzi tylko o to, jak się czujesz kochając. Jeśli czujesz się dobrze, rób to dalej, wszystko jedno, co pomyślą inni.”

 Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Burda (Wcześniej G+J Książki)



wtorek, 10 września 2013

Nowe wydawnictwo, nowa współpraca

          W czasach, gdy z dnia na dzień ludzie coraz chętniej dzielą się swoimi tworami literackimi, chcąc wydostać się z ukrycia i skończyć z pisaniem do szuflady, powstaje wiele nowych wydawnictw pragnących wyjść naprzeciw oczekiwaniom debiutujących pisarzy i dać im możliwość wydania ich dzieł. Jednym z takich początkujących wydawnictw jest Wydawnictwo Literackie Białe Pióro. Mimo, że młode i dopiero raczkujące w książkowym świecie, to z pewnością warte uwagi.

          Białe Pióro nie narzuca rodzajów literatury jakie będzie wydawać, daje za to każdemu pisarzowi równe szanse. Jego twórcy na swojej stronie piszą, że: „Naszym podstawowym i niepodważalnym kryterium jest to, że każda książka powinna wzbogacać czytelnika, nikogo przy tym nie obrażając.” Warto również dodać, że praca ekipy Białego Pióra nie kończy się wyłącznie na wydaniu książki. Można wręcz powiedzieć, że dopiero wtedy na dobre się zaczyna. Wydawnictwo te pragnie także promować wydawane dzieła i pomagać zaistnieć debiutującym pisarzom. Z pewnością będzie im się to udawać jeszcze efektywniej dzięki ścisłej współpracy z artystyczną Fundacją Oscar, która promuje ludzi zdolnych, ich twórczość, jak również samo czytelnictwo.

          Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zachęcić Was- przyszłych polskich sław literackich, do przelania swoich myśli na papier, stworzenia dobrej książki i wydania jej w tym debiutującym, tak jak i Wy, wydawnictwie. A jeśli już chowacie swoją powieść w szufladzie (albo folderze na komputerze) to radzę nie czekać, aż ktoś ukradnie Wam pomysł na dobrą fabułę. Kontaktujcie się z Wydawnictwem Literackim Białe Pióro! Potem to już tylko pięknie wydana własna książka, wywiady z Wami na różnych portalach literackich, konkursy, w których nagrodami będą Wasze dzieła i liczne recenzje w blogosferze. 

          Recenzje z pewnością będą pojawiać się także i na moim blogu, bo kilka dni temu wstąpiłem w szeregi recenzentów tego wydawnictwa i czekam na pierwsze nowości książkowe, które będę mógł przeczytać i ocenić. Jestem ogromnie ciekaw pozycji, które wyjdą spod skrzydeł Białego Pióra i mam ogromną nadzieję, że za jakiś czas wydawnictwo te dorówna tym najlepszym, których książki są wręcz rozchwytywane.

Strona Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro : www.bialepioro.pl
Strona Fundacji Oscar: www.fundacjaoskar.pl
 


czwartek, 5 września 2013

"The walking dead. Żywe trupy. Narodziny gubernatora"

Tytuł: "The walking dead. Żywe trupy. Narodziny gubernatora" 
Autor: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Wydawnictwo: Sine Qua Non   
Ilość stron: 358   
Ocena: 8/10   
Cena: 34,90  

            Świat staje u progu apokalipsy. Ludzie zmieniają się w krwiożercze zombie, które pragną tylko jednego- świeżego mięsa… Nikt nie wie co jest przyczyną tej okrutnej metamorfozy. Ci co przeżyli ukrywają się lub uciekają, mając nadzieję na odnalezienie strefy bezpieczeństwa, w której będą mogli odnaleźć chwilę spokoju.
W centrum wydarzeń znajdują się bracia Brian i Philip Blake, córka Philipa- Penny, Nick Parsons oraz Bobby Marsh. Czytając powieść poznajemy losy tej małej grupy osób praktycznie od początku wybuchu epidemii. W momencie, gdy ich rodzinne miasto Waynesboro zostaje opanowane przez hordy zombie, postanawiają wyruszyć w poszukiwaniu miejsca, w którym mogliby przetrwać. Ich pierwotnym celem jest Atlanta. Mężczyźni słyszeli, że właśnie tam stworzono enklawy dla tych, którzy nie ulegli przemianie w żywe trupy. Napędza ich nadzieja i wiara w lepsze jutro. Droga do celu nie jest jednak sielanką i błahostką. W czasie swojej podróży będą musieli zmierzyć się z najczarniejszymi scenariuszami jakie może napisać życie… Zostaną poddani nie tylko próbom siły, ale także próbom charakteru.

„Mam zamiar to przetrwać i wiesz jak? Będziemy  jeszcze większymi potworami niż oni! Kumasz? Nie ma już żadnych zasad! Nie ma żadnej filozofii, żadnej łaski, żadnego miłosierdzia! Tylko my i oni, a tamci myślą tylko o tym, by nas dopaść i zeżreć! A więc to my zeżremy ich, do kurwy nędzy! Przeżujemy ich i wyplujemy , przetrwamy całe to gówno, choćbym miał wywalić dziurę w kuli ziemskiej! Nadążasz? NADĄŻASZ?”

„Narodziny gubernatora” to moje pierwsze spotkanie z uniwersum „The Walking Dead”. Muszę przyznać, że nie miałem jeszcze okazji czytać komiksu ani oglądać serialu o żywych trupach. Biorąc pierwszy raz tę powieść do ręki byłem dość sceptycznie do niej nastawiony. Nigdy za bardzo nie interesowałem się tematyką zombie, choć wprost uwielbiam poznawać apokaliptycznie wizje naszego świata-  w postaci filmów, seriali czy też literatury. Do sięgnięcia po „The Walking Dead. Żywe trupy. Narodziny gubernatora” skłoniła mnie przede wszystkim ciekawość… Ciekawość odkrycia fenomenu „The Walking Dead”, który zdołał podbić serca milionów fanów na całym świecie. Dałem mu szansę podbicia także mojego i muszę przyznać, że mu się to w pełni udało.
          Akcja powieści porywa czytelnika już od pierwszy stron. Świat krwiożerczych zombie atakuje nasze umysły z wielkim impetem i nie pozwala oderwać się aż do ostatnich kartek , a na końcu pozostawia jeszcze niedosyt, który możemy zaspokoić tylko w jeden sposób- sięgnąć po drugą część „Żywych trupów”. W tej książce nie ma czasu na nudę. Trzeba szybko ogarniać co się aktualnie dzieje, bo dzieje się naprawdę dużo. A więc miejcie oczy dookoła głowy i nie przeoczcie żadnego szczegółu.
         Bohaterowie to niezwykle barwne i wyraziste postacie, które na długo pozostaną w naszych głowach. Choć wiele ich różni to co najmniej jedną rzecz mają wspólną- każdy z nich przechodzi wewnętrzną przemianę, a ich charaktery zostają poddane próbie i ukształtowane na nowo. Philip Blake to młodszy brat Briana, ojciec Penny. Jest on nieformalnym przywódcą tej małej koalicji kilku osób. Philip to, kolokwialnie mówiąc, prawdziwy „facet z jajami”, męski, odważny i waleczny, gotowy oddać swoje życie za życie swoich bliskich. Nie ma żadnych zahamowań i posuwa się do najokrutniejszych rzeczy, byle tylko przetrwać w tym chorym świecie. Brian to z kolei przeciwieństwo młodszego brata. Jest on osobą drobną, słabą- zarówno fizycznie jak i psychicznie, wolącą uciekać niż stawiać czoło zagrożeniom. Nick natomiast to wierny przyjaciel Philipa, równie odważny i waleczny jak i on, ale też głęboko wierzący, co odróżnia go od pozostałych towarzyszy niedoli. Za wszelką cenę chce zachować w sobie człowieczeństwo. W powieści Kirkmana i Bonansinga występuje także wiele innych postaci, ale jeśli chcecie o nich dowiedzieć się czegoś więcej, to musicie sami sięgnąć po tę książkę.
         Dość zaskakującą i nietypową rzeczą w „Narodzinach gubernatora” jest sposób narracji. Zwykle mamy do czynienia z narracją w czasie przeszłym, a w tej książce jest to czas teraźniejszy. Z początku czytania powieści strasznie mnie to drażniło, ale już po krótkim czasie przyzwyczaiłem się do tego i z lekkością przewracałem kolejne strony tego dzieła.
         Na koniec chciałbym wspomnieć o wadach książki, choć wolałbym mówić tylko o samych zaletach. W powieści występuje bardzo duża ilość literówek, czasami są pomylone imiona bohaterów, a niektóre zdania nie mają sensu. Czytając tę książkę miałem wrażenie, że komuś nie chciało przeczytać się „Narodzin gubernatora” jeszcze raz, żeby wyłapać i poprawić liczne błędy, które czasami strasznie rażą oczy czytelnika.
         Podsumowując jest to książka dla każdego miłośnika uniwersum „The Walking Dead”, ale także dla osób które pierwszy raz słyszą o czymś takim. Fani postapokalipsy na pewno się nie zawiodą, a wieczór spędzony z tą książką w ręku będą mogli nazwać bardzo udanym.

 Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sine Qua Non
 


 I na koniec trailer serialu "The Walking Dead"

środa, 21 sierpnia 2013

"Przepisy kulinarne.Dieta 5:2 dr. Mosleya"


Tytuł: "Przepisy kulinarne.Dieta 5:2 dr. Mosleya" 
Autor: Mimi Spencer, dr. Sarah Schenker 
Wydawnictwo: Muza SA 
Ilość stron: 250   
Ocena: 7/10   
Cena: 29,99

          Dieta 5:2 dr Mosleya opiera się na prostych a zarazem skutecznych zasadach. Przez pięć dni w tygodniu jemy normalne posiłki, natomiast przez dwa dni pościmy, a właściwie niedojadamy, spożywając dziennie po 500kcal (kobiety) lub 600kcal (mężczyźni). Należy jednak pamiętać, że w dni wolne od „umiarkowanej” głodówki nie możemy popadać w obżarstwo i jeść do woli, żeby nadrobić niezjedzone kalorie, lecz powinniśmy spożywać mniej więcej 1600-1800 kcal na dobę. Nie zapominajmy także, żeby nasze posiłki były zbilansowane i regularnie konsumowane.
Widząc, jak wielkim zainteresowaniem cieszy się dieta 5:2, Mimi Spencer i dr Sarah Schenker wyszły naprzeciw oczekiwaniom wszystkim tym, którzy odchudzając się stosują tę dietę i stworzyły książkę, stanowiącą praktyczny dodatek, a zaraz przewodnik po „Diecie 5:2 dr. Mosleya”. Zawarto w niej ponad 150 starannie dobranych przepisów na smaczne i jednocześnie niskokaloryczne potrawy. W tej książce każdy znajdzie coś dla siebie. Są tu przepisy pożywnych dań na śniadanie oraz kolacje. Niektóre są proste i szybkie do wykonania (wersje dla bardziej leniwych), a inne wykwintne i wymagające odrobiny więcej zaangażowania.
Autorzy tego poradnika udowadniają, że nie trzeba rezygnować z ulubionych produktów, żeby nasza sylwetka nabrała wymarzonych kształtów. W „Przepisach kulinarnych dieta 5:2 dr. Mosleya” prezentują oni wiele ciekawych pomysłów na przygotowanie dań mięsnych, ryb i owoców morza, warzyw, zup, sałatek czy uwielbianych przez wszystkich przekąsek.
Gdy ten poradnik pierwszy raz wpadł mi w ręce to byłem nim pozytywnie zaskoczony. Zarówno sama książka jak i dieta mnie bardzo zaintrygowały. Wiedziałem, że będę musiał jej wypróbować.
Dzieło dr Sarah Schenker i Mimi Spencer zostało wydane w bardzo staranny i przykuwający oczy sposób. Już sama okładka wskazuje nam namiastkę tego, czego możemy spodziewać się w środku książki. Bardzo dużym atutem tego dodatku do diety dr Mosleya jest fakt, że zawiera on ogromną ilość zdjęć, na których widzimy potrawy, których przepisy są nam prezentowane tuż obok nich. Same przepisy są ciekawe i zachęcające do ich wypróbowania. Warto wspomnieć, że autorzy, oprócz przedstawienia składników niezbędnych do danej potrawy i sposobu jej wykonania, napisali liczbę kalorii i wartość odżywczą, jaką posiada każde z dań, a wszystkie przepisy poprzedzili stosownym wstępem zachęcającym nas do prezentowanego dania. W poradniku znajdziemy także plan dietetyczny na cały miesiąc, co z pewnością ułatwi niejednemu z Was odchudzanie z dietą dr.Mosleya.
Jedną z wad książki jest fakt, że w Polsce wiele produktów potrzebnych do wykonania potraw w niej przedstawionych jest trudnodostępnych lub bardzo drogich. Jednak jeśli to wam nie straszne i stać was na bardziej wyrafinowane rzeczy to szczerze polecam ten poradnik.
Dieta 5:2 sama w sobie jest bardzo interesująca, a co najważniejsze przynosi korzyści bez efektu jojo. „Przepisy kulinarne…” stanowią świetny, a zarazem wręcz nieodzowny dodatek, który przyda się każdemu kto walczy ze zbędnymi kilogramami stosując zasady dr Mosleya.


Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza SA 

http://2.bp.blogspot.com/-3otSXdiFSbA/TjPyKm858cI/AAAAAAAAALc/Gih9uo_Kl7I/s1600/MUZA+SA+002.jpeg


niedziela, 18 sierpnia 2013

"Londyn we krwi"

Tytuł: "Londyn we krwi"   
Autor: James Craig 
Wydawnictwo: Akurat 
Ilość stron: 336   
Ocena: 9/10
Cena: 29,99

          Pewnej nocy w ekskluzywnym hotelu Garden w Londynie zostaje brutalnie zamordowany Ian Blake. Sprawą morderstwa zajmuje się inspektor policji metropolitalnej John Carlyle, który to odkrył zmasakrowane zwłoki z nożem wbitym w odbyt w pokoju hotelowym, po tym jak otrzymał tajemniczy, enigmatyczny list głoszący prosty przekaz: „CIAŁO W 329. NIE PIERWSZE I NIE OSTATNIE.” Wkrótce giną kolejni ludzie… Próbując rozwikłać zagadkę dziwnych zabójstw inspektor odkrywa, że zamordowanych łączy wspólna przeszłość- wszyscy w czasach studenckich byli członkami ekskluzywnego, ale też cieszącego się złą sławą Klubu Merrion. Co gorsza na liście potencjalnych ofiar znajdują się charyzmatyczni i bezwzględni bliźniacy- Edgar i Xavier Carltonowie walczący o wygraną w aktualnych wyborach parlamentarnych. Według sondaży mają miażdżącą przewagę nad opozycją i wszystko wskazuje na to, że za parę dni obejmą władzę w Wielkiej Brytani. Mimo, że John Carlyle nie pała entuzjazmem, że to właśnie jemu przypadło zidentyfikowanie i schwytanie groźnego mordercy, to jednak w swoim śledztwie nie cofa się przed niczym. Zagłębia się w mroczny świat klas rządzących , w świat, w którym nie istnieje pojęcie „moralność” a liczy się tylko władza…
         „Londyn we krwi” to debiut literacki Jamesa Craiga i to debiut najwyższych lotów! Już od pierwszych stron z wielką łatwością oraz przyjemnością wciągamy się w świat wykreowany przez autora i zatapiamy się w próbie rozwiązania zagadki okrutnych morderstw o podtekście homoseksualnym. Pisarz w swoim kryminale pokazuje jak mocno przeszłość może oddziaływać na naszą przyszłość.
Przewracając kolejne strony książki poznamy skrajnie różnych bohaterów. John Carlyle to policjant, któremu życie nie do końca ułożyło się po jego myśli, a sama kariera stanęła w ślepym punkcie. Mimo, że udało mu się awansować na stopień inspektora, to czuje się on wyalienowany w swoim środowisku pracy. Nie potrafi się dostosować do brutalnych reguł dzisiejszego świata, w którym, żeby coś osiągnąć i być w kręgu zainteresowań innych, trzeba dopuszczać się oszustw i przekrętów. Carlyle taki nie jest, on stara się postępować uczciwie i sprawiedliwe, choć często przynosi mu to więcej kłopotów niż korzyści... Dominic Silver to jego stary, dobry przyjaciel, z którym poznał się na początku swojej służby w policji. Jednak Dom od dawna nie jest już funkcjonariuszem stojącym na straży prawa, lecz prowadzi nie do końca legalne interesy oraz handluje narkotykami i całkiem dobrze mu w tej branży idzie. Nie można zapomnieć także o braciach Carltonach- mężczyznach pragnących za wszelką cenę dojścia do władzy. Brak w nich jakichkolwiek skrupułów, a wszystko co robią jest „ściemą pod publikę”. Nie stronią od uciech życia doczesnego, szczególnie Xavier- w książce nie brak opisów scen ostrego seksu z jego udziałem.  Warto również wspomnieć chociażby o Carole Simpson- szefowej Carlyle’a, której on sam nie znosił czy Rosannie Snowdon- przebojowej, ale też inteligentnej dziennikarce BBC.
Akcja powieści Craiga mnie szybko, a my z każdą pochłonięta stroną nie możemy doczekać się rozwiązania zagadki. Samo zakończenie okazuje się być niezwykle zaskakujące i wątpię, żeby komuś z Was udało się wpaść na to, kim tak naprawdę jest ten tajemniczy zabójca. Z pewnością będziecie mieć różne domysły i spekulacje, ale czy do końca trafne? Przekonajcie się sami!
Przyznaję Craigowi dużego plusa za styl pisania i lekkość pióra. Czytając niektóre książki niekiedy jesteśmy zmęczeni przydługawymi opisami i drętwymi dialogami rodem z brazylijskich seriali, jednak takich rzeczy w żadnym wypadku nie doświadczycie biorąc do ręki „Londyn we krwi”. Pisarz sprawnie przechodzi z jednego wątku w drugi, a wszystko to przeplata retrospekcjami, które wnoszą świeży powiem i rozjaśniają nasze umysły. Tę powieść po prostu chce się czytać, bo ma w sobie coś hipnotyzującego.
W książce nie zabrakło także miejsca na odrobinę czarnego humoru, leżącego na pograniczu taktu i dobrego smaku, ale ogólnie wywołującego pozytywne emocje i sprawiającego, że niejednokrotnie na waszej buzi obok skupienia i czasami wręcz odrazy pojawi się uśmiech.
Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy przygód inspektora Carlyle’a. Mam nadzieję, że będę równie wciągające co „Londyn we krwi”, a Was tymczasem zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję.


Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza SA 

http://2.bp.blogspot.com/-3otSXdiFSbA/TjPyKm858cI/AAAAAAAAALc/Gih9uo_Kl7I/s1600/MUZA+SA+002.jpeg



niedziela, 11 sierpnia 2013

"On"

Tytuł: "On" 
Autor: Łukasz Henel 
Wydawnictwo: Videograf  
Ilość stron: 288 
Ocena: 8/10 
Cena: 31,90  

            Młody poznański biznesmen, jadąc późnym, deszczowym wieczorem przez opustoszałą okolicę, zabiera do swojego samochodu piękną autostopowiczkę. Kobieta prawie wcale się do niego nie odzywa. Gdy tajemnicza dziewczyna wychodzi z samochodu kierowca spostrzega, że zostawiła w aucie dziwny medalion. Mężczyzna chcąc zwrócić go jego właścicielce wybiega za nią, jednak nie może jej nigdzie znaleźć. Przedzierając się przez las w poszukiwaniu młodej kobiet natrafia na opuszczony pałac. Mimo usilnych starań nie odnajduje autostopowiczki.
Wkrótce po tym wydarzeniu powraca do pałacu pośród leśnych ostępów, który niedawno odkrył. Postanawia go kupić i zainwestować w niego wszystkie swoje oszczędności. Ma ogromną nadzieję, że po gruntownym remoncie posiadłość stanie się bardzo dochodowym interesem. Mężczyzna zdaje się nie przejmować złą sławą jaką jest owiany ten pałac. Nie odstraszają go nawet miejscowe plotki ani mroczna przepowiednia. Ma jednak świadomość, że w tej posiadłości drzemie jakaś tajemna siła… siła, która z dnia na dzień coraz bardziej daje o sobie znać. Zaczynają ginąć ludzie…
Co czai się w cieniach nocy? Czy bohaterowi uda się powstrzymać złowrogą siłę? Ile osób będzie musiało zostać brutalnie zabitych zanim w końcu zostanie rozwikłana zagadka Leśnego Pałacu?
Czytając powieści takie jak „On” odzyskuję wiarę w polskich pisarzy. Ta powieść grozy będzie dla Was mocnym zastrzykiem adrenaliny i solidną porcją emocji. Akcja mknie szybko. Bardzo często jest nieprzewidywalna. Kiedy wydaje się Wam, że wiecie co się za chwilę może wydarzyć, po chwili okazuje się, że losy bohaterów zaczynają biec zupełnie innym torem. Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie samo zakończenie powieści.
Autor posługuje się prostym w odbiorze językiem, który czyta się z niezwykłą lekkością. Książkę wręcz pochłania się, z niecierpliwością czekając co wydarzy się w następnym rozdziale.
Przechodząc przez kolejne strony tej powieści napotkamy na wioskowe przesądy i zabobony, owiane złą sławą przedmioty, duchy i mroczne miejsca przesycone demoniczną mocą. Wszystko to nadaje książce specyficzny klimat, który potęguje dodatkowo sama pogoda i aura otaczająca Leśny Pałac. Ciągłe ulewy, burze, wichury, dłuugie ciemne noce, skrzypiące schody, odgłosy kroków po zmroku, uchylone drzwi od piwnicy i złowieszcze cienie…
Czytając dzieło Henela pt.”On” nie cierpimy na nadmiar bohaterów. Bardzo zbliżamy się natomiast do tych, którzy zostali wykreowani przez autora. Są to w większości postacie o wyrazistych charakterach. Głównym bohaterem jest poznański biznesmen działający w branży optycznej. Wydaje się on być osobą trochę samotną i zagubioną w codziennym natłoku pracy. Kupno pałacu stanowi dla niego rozpoczęcie nowego etapu w życiu, choć jak się później okazuje nie do końca takiego etapu o jakim każdy z nas by marzył. Mimo że trudno jest mu odnaleźć wspólny język z okolicznymi mieszkańcami, to jednak nie brak mu odwagi. Mówiąc o bohaterach występujących w książce warto również wspomnieć chociażby o Beacie, tajemniczej autostopowiczce, od której de facto wszystko się zaczęło. Ta piękna, a zarazem mająca w sobie coś mrocznego dziewczyna skrywa w sobie wiele sekretów. Jest jeszcze ksiądz wikary. Po krótkim czasie staje się on najbliższym przyjacielem głównego bohatera, z którym godzinami gra w szachy. Jednak miejcie się na baczności i dokładnie go obserwujcie! Z pewnością zaskoczy niejednego z Was. W końcu nie należy oceniać ludzi zbyt pochopnie, a tym bardziej po pierwszym wrażeniu jakie na nas wywarli.
Książka Łukasza Henela to prawdziwie mroczne klimaty, czające się w ciemności tajemnicze zło, nadprzyrodzone moce, piętno przeszłości i liczne sekrety. Jeśli jeszcze nie mieliście tej książki w swoich rękach to musicie to jak najszybciej zmienić! Chciałbym polecić tę książkę wszystkim fanom literatury grozy, na pewno się nie zawiodą. Ja tymczasem z niecierpliwością czekam na kolejne dzieła tego autora.


Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości wydawnictwa Videograf
wydawnictwo

wtorek, 30 lipca 2013

"Dwa groby"

Tytuł: "Dwa groby"
Autorzy: Douglas Preston, Lincoln Child 
Wydawnictwo: G+J 
Ilość stron: 616   
Ocena: 8/10   
Cena: 39,90 

          Agent FBI Aloysius Pendergast spotyka się po kilkunastu latach przymusowej rozłąki ze swoją żoną Helen Esterhazy. W momencie, w którym wydawałoby się, że wszystko pomiędzy tymi dwojga zakochanymi w sobie ludźmi zaczyna się ponownie układać, ma miejsce coś strasznego… Tajna nazistowska organizacja zwana der Bund- Przymierze uprowadza Helen. Spotkanie po latach, które miało stać się początkiem nowego rozdziału w życiu agenta FBI i jego żony, przeradza się w koniec pewnego etapu ich egzystencji. Pendergast się jednak nie poddaje i wyrusza w morderczą pogoń za ukochaną. Gdy już prawie udaje mu się wyrwać Helen z rąk Przymierza, ta zostaje brutalnie zabita przez samego przywódcę nazistowskiej organizacji. Aloysius traci to co miał w życiu najcenniejsze… Jedyne czego teraz pragnie to zemścić się na mordercach swojej żony.
          Podążając śladami der Bund trafia w dzikie ostępy brazylijskich puszczy. Dociera tam do miasteczka zamieszkiwanego przez potomków hitlerowców oraz ofiary sekretnych, mrożących krew w żyłach eksperymentów prowadzonych po II wojnie światowej przez dawnych nazistowskich oprawców, w tym doktora Mengele. Prawda jakiej się dowiaduje podczas swojej misji powala go wręcz z nóg, a jego życie zostaje przewrócone o 180 stopni. Od tej pory nic już nie będzie takie jak przedtem…

"Zanim wkroczysz na drogę zemsty, wykop dwa groby." 
Konfucjusz

          „Dwa groby” to moje pierwsze spotkanie z Douglasem Prestonem i Lincolnem Childem, ale na pewno nie ostatnie! Książka zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Mimo tego, że jest dość gruba, bo liczy sobie ponad 600 stron, to czytając ją, wcale się tego nie odczuwa. Akcje mknie z ogromną prędkością i ani na moment nie zwalnia. Macie ochotę na nieprzewidywalne zwroty akcji? Jeśli tak, to musicie sięgnąć po „Dwa groby”. W tej powieści niczego nie możecie być do końca pewnym. Sytuacje ulegają radykalnym zmianą nawet w momentach, w których na pierwszy rzut oka byście się tego nie spodziewali. Moje przewidywania dotyczące tego co może wydarzyć się za kolejne 50 stron zazwyczaj spełzały na niczym. Autorzy zaskakiwali mnie wielokrotnie podczas lektury tej powieści i to bardzo pozytywnie.
          Warto wspomnieć, że „Dwa groby” to książka wielowątkowa. Oprócz wydarzeń bezpośrednio dotyczących Pendergasta i jego rodziny w książce poznamy także losy innych bohaterów i towarzyszących im wydarzeń. Jednym z takich dodatkowych wątków jest np. ten dotyczący Jacka Swansona i jego córki czy też ten przybliżający nam postać Constance oraz jej lekarza psychiatrę- Feldera. Co ciekawe losy wszystkich postaci co jakiś czas się wzajemnie przenikają i spotykają we wspólnych punktach.
          Bohaterowi to postacie dość barwne i wyraziste. Niektórzy z nich na dłużej pozostaną w mojej głowie, inni natomiast na mniej, ale tak jest zawsze podczas poznawania jakiejś książki, ponieważ nie sposób pamiętać o każdej postaci. Dodam tylko, że z początku czytania „Dwóch grobów” postać agenta Pendergasta wydawała mi się przekoloryzowana. Miałem wrażenie, że autorzy wykreowali z niego superbohatera, którego nic ani nikt nie jest w stanie pokonać czy chociażby zatrzymać na kilka sekund. Moje przekonanie jednak z czasem się zmieniło i polubiłem postać Aloysiusa, chociaż i tak nie było dla niego rzeczy niemożliwych do wykonania.
          Język jakim posługują się Preston i Child jest lekki i przyjemny w odbiorze. Ciekawym urozmaiceniem są kwestie w obcych językach, np. podczas dialogów nazistów. Jako, że zdawałem język niemiecki na maturze to w większości przypadków nie miałem problemów z przetłumaczeniem tych kwestii na język polski, jednak dla czytelnika, który jest niemieckojęzycznym laikiem przydałoby się tłumaczenie tych zdań np. w przypisach.
          Podsumowując „Dwa groby” to dzieło z pogranicza powieści sensacyjnej a thrillera, które potrafi trzymać w napięciu i dawkować emocje. Książka idealna do czytania podczas chwili relaksu nad jeziorem, morzem czy też w domowym zaciszu z herbatką w ręce. Nie zrażajcie się długością „Dwóch grobów”, bo to powieść warta poświęcenia jej chwili uwagi. Z pewnością się nie zawiedziecie!


Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa G+J

Współpracuję

wtorek, 9 lipca 2013

"Statek śmierci"


Tytuł: "Statek śmierci"  
Autor: Yrsa Sigurdardottir
Wydawnictwo: Muza SA
Ilość stron: 336  
Ocena: 9/10  
Cena: 34,99  

         Nocą do portu w Reykjaviku przybywa luksusowy jacht i z impetem uderza w nabrzeże. Gdy oczekujący w porcie na pasażerów statku ludzie odkrywają, że na jachcie nikogo nie ma, ogarnia ich przerażenie. Nikt nie wie, co stało się z siedmioma osobami płynącymi luksusowym statkiem z Lizbony do stolicy Islandii. Oprócz trzech członków załogi na pokładzie jachtu znajdowała się czteroosobowa rodzina- Egir, jego żona Lara i ich dwie córki bliźniaczki Arna i Bylgja.W rozwiązanie tajemniczej zagadki „statku widma” angażuje się Thora Gudmundsdottir- adwokat i samotna matka. Zostaje ona wynajęta przez rodziców zaginionego Egira.
Niebawem na brzegu morza zostają znalezione zwłoki jednego z członków załogi i jedno jest pewne- nie zginął on w morzu. W trakcie przeszukiwania statku Thora i jej towarzysze odnajdują zwłoki kolejnego członka załogi… zwłoki z obciętymi nogami.
W jaki sposób zginęli ci ludzie? Co stało się z pozostałymi pasażerami luksusowego jachtu? Czy komuś udało się przeżyć? Kto stoi za bestialskimi mordami? Jakie tajemnice skrywa statek przejęty od zbankrutowanego milionera przez komisje likwidacyjną?
         W książce „Statek śmierci” spotykamy się z dwutorową narracją. Na zmianę poznajemy wydarzenia rozgrywające się podczas rejsu oraz te, które mają miejsce tuż po przybyciu luksusowego jachtu do portu w Reykjaviku. Taki sposób narracji potęguję napięcie oraz ciekawość czytelnika i nie pozwala mu oderwać się od czytania książki. Dzięki dwutorowej narracji nie ma czasu na nudę, ale jest za to czas, żeby móc dokładnie przeanalizować poszczególne wydarzenia i samemu spróbować rozwikłać tajemnicę statku widmo.
         Dużym plusem jest fakt, że ten thriller nie cierpi na nadmiar bohaterów. Czasami czytając jakąś książkę gubimy się w akcji, aż w końcu nie wiemy kto kim tak naprawdę jest. W przypadku czytania tej książki nie musicie się o to martwić. Na pewno nie pomieszają się Wam bohaterowie, a wszystko będzie przejrzyste i klarowne.
         Zakończenie „Statku śmierci” bardzo mnie zaskoczyło. Już od pierwszych stron układałem sobie w głowie różne teorie na temat tego co tak naprawdę wydarzyło się na tym luksusowym jachcie i kto może być tym tajemniczym mordercą- członek załogi, pasażer na gapę, a może… duch? Gdy doczytałem książkę do końca to wpadłem w lekki szok, ale pozytywny szok. Myślę, że stworzenie thrillera czy też kryminału w ten sposób, że do końca nie wiemy, kto tak naprawdę stoi za zbrodnią czy przestępstwem jest wielką sztuką. Z pewnością Yrsie udało się tego dokonać.
         To dopiero mój pierwszy kontakt z panią Yrsą Siguardardottir, ale już wiem, że nie ostatni. Spodobał mi się jej styl pisania i pomysły, które przelewa na strony swoich powieści. Nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po kolejną książkę jej autorstwa. Tymczasem pani Yrsa trafia na listę moich ulubionych pisarzy.
         Polecam tę książkę każdej osobie, która ma ochotę na chwilkę relaksu z dobrym thrillerem w ręku. Jeśli jesteście fanami tego gatunku z pewnością się nie zawiedziecie. Dreszczyk emocji i chwile strachu gwarantowane!


Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza SA 

http://2.bp.blogspot.com/-3otSXdiFSbA/TjPyKm858cI/AAAAAAAAALc/Gih9uo_Kl7I/s1600/MUZA+SA+002.jpeg


 .........................................................................................................

 WYNIKI KONKURSU 

 Niestety losowanie książki "Drapieżca" nie doszło do skutku. Do konkursu przystąpiło tylko 26 osób. Minimalna liczba osób przy której doszłoby do wylosowania zwycięzcy wynosiła 50. Myślałem, że blogowicze  chętniej będę brać udział w konkursie. Trochę się zawiodłem, ale to nic.
Tymczasem dziękuję tym, którzy się zgłosili! :) Niedługo na blogu nowy konkurs, tym razem będzie to "pewniak". Odbędzie się on na nieco innych zasadach, ale wszystkiego dowiecie się w swoim czasie. Może wtedy też będzie można wygrać "Drapieżcę", a być może coś zupełnie innego. 
Bądźcie czujni, odwiedzajcie mojego bloga, czytajcie recenzje, komentujcie i czekajcie na następny konkurs! :)


piątek, 5 lipca 2013

"Chłopcy"

Tytuł: "Chłopcy" 
Autor: Jakub Ćwiek 
Wydawnictwo: Sine Qua Non  
Ilość stron: 320  
Ocena: 9/10  
Cena: 34,90

        Dawni, niestrudzeni i wierni towarzysze Piotrusia Pana powracają w nowej odsłonie- jako Zagubieni Chłopcy. Na czele gangu Zagubionych Chłopców stoi Dzwoneczek, nazywana mamą. Bohaterowie tej powieści jednak znacznie różnią się od tych ze znanego nam  z dzieciństwa „Piotrusia Pana” Barriego. Nie są to już beztroskie dzieciaki tylko dorośli, męscy, odziani w skórzane kurtki faceci pod wodzą zabójczo seksownej Dzwoneczek, podróżujący na motocyklach i wyposażeni w morderczą broń. Nie stronią od uciech- seksu, dobrej zabawy i bójek. Dzięki magicznemu białemu proszkowi mogą zaginać czasoprzestrzeń i podróżować owianym złą sławą Skrótem. Jeśli stwierdzą, że ktoś wie odrobinę za dużo, to chętnie częstują go syrenimi łzami, bo w końcu nic tak skutecznie nie wymazuje pamięci jak one. Siedzibę gangu stanowi Druga Nibylandia- opuszczony stary lunapark. Jednym z zadań Zagubionych Chłopców jest zabijanie krwiożerczych zombie pojawiających się co jakiś czas wśród ludzi. Chcielibyście poznać przygody jakich doświadcza ten niezwykły motocyklowy gang i dowiedzieć się jak potoczą się ich losy? Może na ich życiowej drodze spotka ich coś okrutnego, a być może wprost przeciwnie? Czy pozornie dorośli Zagubieni Chłopcy w końcu dojrzeją?

„Życie życiem, realność realnością, ale gdy raz wdepniesz w jakąś bajkę, to twój świat będzie nią śmierdział, aż zdechniesz.”

         Dawno nie czytałem tak dobrze napisanej książki. „Chłopcy” wciągnęli mnie już od pierwszych stron (co w moim przypadku rzadko się zdarza). Akcja od początku mknie jak burza i ani na moment nie zwalnia. Jakub Ćwiek nie pozwolił na to, żeby ktoś, kto czyta jego powieść o Zagubionych Chłopcach nudził się choć przez chwilę.

 „Im później nauczysz się bać, ksiądz […] tym później dorośniesz”

         Bohaterowie powieści są bardzo wyraziści i dość nietypowi. Z pewnością na długo w mojej głowie pozostanie Kędzior, Milczek, Dzwoneczek, Pierwszy, Drugi, Stalówka czy Kruszyna. O nich po prostu nie można tak łatwo zapomnieć.
         Język jakim posługuje się autor „Chłopców” jest bardzo specyficzny- przesycony wulgarnością i brutalnością. Myślę, że to świetna odskocznia od tych wszystkich wyidealizowanych powieści, oderwanych od realności, w których nie uświadczymy ani jednego przekleństwa. Czytając tę powieść nie można także narzekać na brak czarnego humoru.
         Na dużą uwagę zasługuje również szata graficzna książki. Okładka wręcz hipnotyzująca, urzekła mnie od pierwszego spojrzenia. W centralnej części znajduje się Kędzior, Milczek i Dzwoneczek. Pod ich nogami leżą połamane atrybuty Dzwoneczek z jej poprzedniego wcielenia… wcielenia wróżki. Za trzema członkami gangu stoją ich motocykle. W tle widnieje stary, opuszczony lunapark. Także w środku książki znajdziemy interesujące rysunki. Zostały one świetnie dopasowane do akcji powieści i stanowią duże, ciekawe urozmaicenie książki Jakuba Ćwieka.
         „Chłopców ” chciałbym polecić głównie starszym fanom fantasy. Jeśli lubicie taką literaturę, nie przeszkadza wam duża dawka wulgarności to nie pozostaje Wam nic innego, jak sięgnąć po tę powieść Jakuba Ćwieka.   


 Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sine Qua Non 
 
 

wtorek, 2 lipca 2013

"Treningi z mistrzami"

Tytuł: "Treningi z mistrzami" 
Opracowanie: Jo Weeks 
Wydawnictwo: Akademia Jeździecka 
Ilość stron: 153 
Ocena: 10/10 
Cena: 78,75

           Zapewne wielu z Was niejednokrotnie miewało różne przeszkody podczas treningów ze swoim wierzchowcem. Czy nie było tak, że czasami natrafialiście na problemy, których nie byliście wstanie sami pokonać? Chwile niemocy, zwątpienia, a nawet złość- uczucia towarzyszące niepowodzeniom… W takich momentach chciałoby się móc spotkać z światowej klasy trenerem, który nakierowałby nas na właściwą drogę i podarowałby nam kilka złotych porad. Jednak dla większości z nas koniarzy takie spotkania są niestety nieosiągalne, ponieważ nie posiadamy odpowiednich kontaktów z tak wybitnymi jeźdźcami i po prostu nie stać nas na to.
           Jo Weeks wyszła naprzeciw naszym oczekiwaniom i opracowała książkę, która dla wielu czytelników będzie prawdopodobnie najbliższym, osobistym spotkaniem z ulubionym trenerem, na jakie mogą obecnie liczyć. Być może „Treningi z mistrzami” staną się początkiem nowego, lepszego rozdziału w życiu Waszym i Waszych koni. Książka ta zawiera ogromną ilość wskazówek i porad, które bez wątpienia przydadzą się każdemu wielbicielowi jeździectwa, niezależnie od jego indywidualnych celów i oczekiwań.
Poradnik ten został podzielony na trzy zasadnicze części. Pierwsza z nich zatytułowana „NASI MISTRZOWIE” stanowi omówienie przez znanych jeźdźców i trenerów kilku najważniejszych figur ujeżdżeniowych. Dzielą się oni swoimi spostrzeżeniami, technikami, jakie udało im się wypracować poprzez lata praktyki oraz radzą, w jaki sposób pokonywać napotykane na naszej drodze trudności. Druga część książki to „LEKCJA Z MISTRZEM”. Opisane zostały w niej jazdy poprowadzone dla grupy zwykłych jeźdźców przez najwybitniejszych trenerów. Zwracają oni uwagę na błędy popełniane przez swoich uczniów, a następnie korygują je. Problemy na których koncentrują się trenerzy są zapewne dobrze znane niejednemu jeźdźcowi. Ten rozdział  dostarczy Wam również wielu pomysłów na poszukiwanie nowych form współpracy ze swoim koniem. Z ostatniej części książki zatytułowanej „POD OKIEM SĘDZIÓW” dowiemy się m.in. w jaki sposób możemy lepiej oceniać własne umiejętności oraz zmierzyć się z naszymi lękami i słabościami. W tym rozdziale znajdziemy także opisy przebiegu specjalnie zaaranżowanych zawodów ujeżdżeniowych, podczas których kilku jeźdźców wykonuje przykładowe programy, oceniane przez prawdziwych sędziów. Następnie pod okiem mistrzów jeździectwa zawodnicy doskonalą swoją technikę. Skuteczność sesji szkoleniowej oceniania jest podczas drugiego przejazdu każdej pary.
„Treningi z mistrzami” to jedna z lepszych książek o tematyce jeździeckiej jaką do tej pory czytałem. Już sam fakt, że stanowi ona zapis lekcji z dziesięcioma czołowymi trenerami współczesnego jeździectwa świadczy o randze tej książki. Poradnik ten umożliwi nam „spotkanie się” z osobistościami jeździeckimi takimi jak Nicky Berret, Christopher Bartle, Richard Davison, Emile Faurie, Judy Harvey, Carl Hester, Lee Pearson, Tina Sederholm, Amy Stovold oraz Perry Wood.
Pozycję tę czyta się lekko i przyjemnie. Wszystko jest zrozumiałe, nawet dla początkujących koniarzy. Poradnik ten potrafi wciągnąć nas na długie godziny, podczas których zagłębimy się w tajniki jeździectwa. Książka ta to istna skarbnica wiedzy, pełna złotych porad i bezcennych wskazówek. „Treningi z mistrzami” to bez wątpienia dzieło warte większej uwagi.
Setki specjalnie zrobionych na potrzeby tego poradnika, starannie wyselekcjonowanych i idealne dopasowanych do omawianej sytuacji fotografii sprawiają, że łatwiej jest nam to wszystko sobie wyobrazić. Dzięki nim dokładnie wiemy np. jak powinniśmy zareagować pomocami, aby koń wykonał tę czynność, o którą go prosimy czy też czego nie możemy robić jadąc na koniu. Zdjęcia są wszędzie- stanowi to duży plus dla książki. Staje się ona przez to również bardziej zachęcają dla czytelnika. Przyciąga go wizualnie. 
Jeśli nie radzicie sobie z elementami takimi jak np. ustępowanie od łydki, trawers, renwers, ciągi to sięgnijcie po „Treningi z mistrzami”. Jeśli macie problem z elastycznością konia, jego płochliwością, zagalopowaniem na prawidłową nogę, łącznością z wierzchowcem, rozluźnieniem, równowagą, przepuszczalnością czy np. prawidłową pracą grzbietu konia to sięgnijcie po „Treningi z mistrzami”. Jeśli czasami brakuje wam odwagi, chcecie poznać tajniki półparady czy też dowiedzieć się jak pobudzić do pracy leniwego wierzchowca to sięgnijcie po „Treningi z mistrzami”. Jeśli macie… jakikolwiek problem podczas treningów z Waszym czterokopytnym przyjacielem to po prostu sięgnijcie po tę książkę. Na pewno się nie zawiedziecie.


 Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości wydawnictwa Akademia Jeździecka